SIESTA FESTIVAL * GDAŃSK * 27-29 kwietnia 2012

Cieszymy się ogromnie na to ponowne spotkanie. Siesta Festival, który w ubiegłym roku był niejako przyjęciem urodzinowym z okazji pierwszej dekady trójkowej audycji Siesta - ma szansę zostać z nami na dłużej, jeśli tylko Państwo tego pragną. 


Między 27 a 29 kwietnia 2012 w Filharmonii Bałtyckiej i pobliskich klubach usłyszymy być może najbardziej charyzmatyczne głosy w Muzyce Świata. To szczęście, niezwykły zbieg okoliczności ale przede wszystkim miesiące starań, że udało się doprowadzić do spotkania tych postaci w jeden wiosenny weekend w sercu Starego Gdańska.

Rozpoczniemy wieczorem tęsknej, kabowerdyjskiej morny i świetlanych tanecznych rytmów z Wysp Zielonego Przylądka. Dobry czas, by wspomnieć z wdzięcznością wielką Cesarię. O ile nikt nie może jej zastąpić, to zdarzają się artyści równie wielcy, którzy tradycję tej nasyconej emocjami, wyspiarskiej muzyki kontynuują, zabierają dalej. Nikt nie robi tego równie przejmująco, jak Tito Paris. Pieśniarka fado Mariza nazwała go najwspanialszym głosem z Cabo Verde, jednym z najbardziej niezwykłych na świecie - i nagrała z nim duet na swojej płycie "Terra". W rodzinnym kraju mówią o nim: "Skarb, drogie dziecko wyspy Sao Vicente". Tito zaczął muzykować wcześnie, w rodzinie artystów, w Mindelo. Bracia wprowadzili go w sekrety sztuki gry na wielu instrumentach: cavaquinho, gitarze, basie, klarnecie, perkusji. Wkrótce wszechstronnie uzdolniony chłopak zaczął śpiewać własne piosenki i przyłączył się do zespołu słynnego wokalisty imieniem Bana. Bana miał jednak swą bazę w Lizbonie i tam zamieszkał także Tito. Do dziś współpracuje z największymi postaciami portugalskiej sceny i prowadzi klub, Casa da Morna, który konsoliduje wyspiarską społeczność Lizbony. Niepokorny, wiecznie wędrujący, dziwnie niedbały o archiwizację swej sztuki Tito nagrał jednak kilka albumów ("Tito Paris" 1987, "Danca Mi Criola" 1994, "Graca de Tchega" 1996, "Acustico" 2007, "Aula Magna" 2010). Bez wątpienia jednak jego żywiołem jest scena. Charakterystyczny kaszkiet, nieodłączne szelki, gitara i ten trudny do opisania, niepowtarzalny, głos, zarazem szorstki i słodki, jasny i pełen melancholii. Tito wystąpił do tej pory w Polsce tylko raz, jako gość w koncercie Anny Marii Jopek "Lisbon Stories" w 2009 roku. Dwa lata później nagrał też z nią duet "Tylko Tak Mogło Być / Ilha di Paz" na płytę "Sobremesa".

 

Wieczór drugi wypełni Buika. Wypełni, w rzeczy samej, bo intensywność jej osobowości, moc i charyzma jej głosu nie pozostawiają miejsca na odwrócenie uwagi. Ostatnie lata należą do niej. Kolejne triumfalne autorskie płyty produkowane przez Javiera Limona, spotkania i duety z Marizą, Sealem, legendarną Chavelą Vargas, Anoushką Shankar, kubańskim wirtuozem fortepianu Chucho Valdesem, czy współpraca z Almodovarem ustawiły Buikę w panteonie największych gwiazd współczesnej sceny. Jej muzyka szczęśliwie nie poddaje się łatwej klasyfikacji. Buika urodziła się na Majorce w rodzinie uciekinierów z Gwinei Równikowej, wychowała wśród cyganów i artystów flamenco. Wśród rozlicznych zajęć, jakich się podejmowała znaleźlibyśmy także rolę sobowtóra Tiny Turner w Las Vegas. To mówi wiele zarówno o jej korzeniach, jak i muzycznych fascynacjach. Pierwsze nagrania, częściowo po angielsku, były bliskie muzyki pop. Elementy flamenco pojawiły się później, przenikały z kubańskimi rytmami, z afrykańskim transem, z tradycją hiszpańskiej pieśni copla, z muzyką Meksyku. Spina to wszystko głos zdumiewający, jakiego świat nie słyszał bodaj od czasu debiutu Cassandry Wilson. Sceniczna swoboda na krawędzi nonszalancji czyni z każdego koncertu Buiki unikatowy spektakl. Nigdy nie ma dwóch jednakowych występów - mawia wielu artystów. W przypadku Buiki te słowa są zaiste niedopowiedzeniem.

 

Ostatni wieczór spędzimy z Yasmin Levy, być może najbardziej dziś wielbioną wokalistką z Izraela. Urodzona i wychowana w starej dzielnicy Jerozolimy Yasmin poszukuje swoich korzenie na krawędzi wielu kultur. Jej ojciec Itzhak Levy pochodził z Turcji, gdzie był przez lata kantorem, kompozytorem, ale przede wszystkim badaczem i kolekcjonerem dawnych żydowskich pieśni. Szczególnie bliska była mu tradycja Żydów Sefardyjskich, wygnanych z półwyspu Iberyjskiego w końcu XV wieku. Osiedlili się między innymi na Bałkanach, w krajach Maghrebu, w Ameryce Południowej - te wpływy czynią z ich muzyki szczególnie barwną mozaikę kulturową, ale łączy je język - Ladino. Yasmin czerpie z tej tradycji, ale od lat pisze też własne piosenki. W nagraniach, w ściśle "siestowy" sposób spotyka ze sobą muzyków z Iranu, Paragwaju, Armenii, Grecji, Turcji, Hiszpanii… W Sevilli studiowała flamenco. Także w Hiszpanii spotkała Javiera Limona, sławnego już producenta Buiki i Marizy, z którym stworzyła swój ostatni album, "Sentir". Występowała na całym świecie, w najbardziej prestiżowych salach, jak Carnegie Hall i Sydney Opera House. Od lat działa charytatywnie na rzecz porozumienia między kulturami Bliskiego Wschodu.

 

Siesta Festival, choć wciąż we wczesnym niemowlęctwie, ma już swoje małe tradycje. Należą do nich kolacje z muzyką fado na Barce w klubie Miasto Aniołów i afrykańskie szaleństwa w klubie Parlament w ostatnią noc festiwalu.
Na Barce, w piątek i sobotę po głównych koncertach wystąpi tym razem piękna Raquel Tavares, dziewczyna z Lizbony, która wygrała najważniejszy konkurs dla pieśniarzy fado: Grande Noite do Fado i otrzymała nagrodę im. Amalii Rodgrigues, jako nowa rewelacja tradycyjnej portugalskiej pieśni. Mocny, głęboki, zmysłowy głos, nieokiełznana ekspresja sceniczna i egzotyczna uroda Raquel czynią z niej jedną z najatrakcyjniejszych artystek fado. Jest ulubioną wokalistką legendarnego Paulo de Carvalho, który zaprosił ją na swoją nową płytę. Ponownie, jak przed rokiem, wieczory fado będą bliskie lizbońskiej tradycji, kiedy nocami, w maleńkich tawernach, przy winie i po kolacji, słucha się tej muzyki z bliska, na wyciągnięcie ręki, bez pośrednictwa mikrofonów i wzmacniaczy. To jest zawsze niebywałym doznaniem.

 

W klubie Parlament, w niedzielną noc, po koncercie Yasmin Levy w Filharmonii, festiwal zakończy Blick Bassy, rewelacyjny artysta z Kamerunu. Ktokolwiek (a są ich miliony) kocha Richarda Bonę, z całą pewnością zachwyci się muzyką Blicka. Choć urodzony w wielkomiejskim Yaounde, Blick spędził kilka lat w głębi kraju, w Mintaba, wiosce swoich dziadków, chłonąc wielowiekową kulturę przodków. Uczył się pieśni, które od pokoleń towarzyszyły połowom (Bolobo), ślubom (Bekele) czy pogrzebom (Hongo). Te tradycje, splecione z fascynacją współczesną muzyką Brazylii, jazzem, popularną muzyką Afryki Zachodniej uczyniły z Blicka artystę na wskroś oryginalnego. Jego dwie autorskie płyty: "Leman" i "Hongo Calling" wydała prestiżowa wytwórnia World Connection.

 

Do zobaczenia w Gdańsku w wieczory wypełnione szczęśliwą, "siestową" muzyką!

 

Piotr Łyszkiewicz - Szef Festiwalu Marcin Kydryński - pan od muzyki.